czwartek, 31 marca 2011

myśli zebrane po podróży...

Kiedy planowałyśmy wyjazd do Indii, wpadł nam w ręce album:
"Indie. Mały fragment dużego obrazu".  Joanny Szumskiej.
Przytoczymy tu fragment:

"Jak uchwycić spojrzenie dumnie kroczącej kobiety w zwiewnym, bajecznie kolorowym sari? W jaki sposób wyrazić przepych monumentalnych budowli i kunszt koronkowych zdobień? Czy można oddać słowami fetor śmieci i nieczystości na ulicach? Ująć w kadrze zgiełk i nieprzebrany tłum gwarnej dzielnicy handlowej? Wstrząsające ubóstwo? Jak opisać medytację w świątynnym ogrodzie? Chłód kamiennej posadzki za bramą Jama Masjid? Światła, kadzidła, kwiaty, kielichy, muzykę mszy puja? Czy można uwierzyć w uzdrawiającą moc Gangesu? Zatrzymać widok świątynnych rzeźb ożywających pod wpływem światła? Autorka czyta w oczach napotkanych ludzi, zapamiętuje gesty, twarze, kolory, miękki dotyk szala, smak masali, nie pozwala wywietrzeć z pamięci zapachom".

Dzisiaj są to też nasze myśli i spostrzeżenia. Indie są piękne i wyjatkowe. Można wybrać się w Himalaje, opalać na plażach Goa, na wielbłądzie pokonać pustynię Thar, poobserwować plemienne wioski w dżungli, zwiedzać zapierające dech zabytki i świątynie, poczuć uzdrawiającą moc ayurvedy i yogi, doświadczyć zgiełku i smogu wielkich przeludnionych miast, zanurzyć się w Gangesie czy pomedytować w samotności. Można spotkać też drugiego człowieka, jakże odmiennego, zdawałoby się w pierwszej chwili, a jednak borykającego się z tymi samymi problemami życiowymi. I nam udało się część tych rzeczy doświadczyć. Po kolejne może kiedyś wrócimy....

Jedno jest pewne, nawet po doświadczeniu opisanych przeżyć, nie poznamy Indii do końca. Zawsze będą zaskakujące, pociągające, zagadkowe i piękne. Jedni zakochują się w Indiach, inni ich nie znoszą.
My należymy do tej pierwszej grupy. Indie zostaną w naszych sercach i jesteśmy szczęśliwe, że było dane nam je poczuć (niektórym z nas nawet kilka razy :o) ). I z perspektywy czasu nieliczne ale jednak niemiłe wspomnienia zniknęły pod naporem tych dobrych. Bo przecież do Indii jedzie się po to, aby poczuć Indie, a nie czuć się jak w domu.





 Na zakończenie kilka chwil zatrzymanych w kadrze i zabranych przez nas do kraju:
- na trasie do Jaipuru  mężczyzna z małpką


- wioska w Rajasthanie  i przyjaźnie machające do nas dzieci


- Fort Amber w Pink City (czyli Jaipurze)



- widok z Pałacu Miejskiego na City of Lakes czyli Udaipur





- piękne zdobienia na jednej ze świątyń, uchwycone przez Kasię



- jeden z jaipurskich pałaców, który zrobił na nas niesamowite wrażenie



- typowy widok na indyjskich drogach



- piękne indyjskie kobiety....jak egzotyczne kwiaty na tle szarych budynków



- Agra i magiczny Taj Mahal


- Mumbaj i słynne Gate of India



- Goa.....rajskie plaże, palmy, cudowne słońce i pyszne jedzenie


 I to już koniec naszych relacji......

Dziękujemy wszystkim za kibicowanie naszej wyprawie, wspieranie ciepłym słowem i możliwość dzielenia się na gorąco naszymi wrażeniami :o)

A gdzie dalej poprowadzą nas nasze drogi....kto wie?....Inshallach

भारत सुंदर और प्यारी है. शिव को नमस्कार  (a po naszemu: Indie są wspaniale i piękne. Pozdrowienia dla Shiv'a)

Kasie i Asia, które były w Indiach

czwartek, 3 marca 2011

Zegnaj Delhi

Dzis Delhi zegna nas deszczem. Znow jest zimno i ponuro. To Indie zegnaja nas delhijskimi lzami.Czekamy na samolot (odlot za 7h).
Do zobaczenia w kraju
Asia i Kasie jeszcze z Indii

środa, 2 marca 2011

Szal zakupow i wreszcie cieplo :o) czyli znowu w Delhi

Po odswiezeniu sie po podrozy, ruszylysmy na wyteskniony Main Bazar :) NIektore tak wydawaly kase, ze na zycie beda pozyczac :o) Nakupowalysmy roznych dupereli oczywiscie niezbednych do zycia :o), kupilysmy tez cos dla najblizszych, zeby nie bylo! Wreszcie poczulysmy sie like a woman, becousce robilysmy zakupy :o)
Dzis od rana wybralysmy sie na regionalny targ (po naszemu Cepelia), gdzie zrobilysmy fajne zdjecie ponizej:


W tej wyprawie towarzyszyl nam Shiv, nasz indysjki znajomy. To co interesujacego to fakt, ze podrozowalysmy metrem, ktore jest czyste, nowe i bezpieczne. Polecamy!
Na koniec dnia zrobilysmy sobie mehendi. A kobiety z mehendi wygladaja tak:

Tyle na teraz. To moze byc ostatni post z Indii, bo jutro w nocy wracamy do Polski. Jeszcze nie wiemy o ktorej wyladujemy w Wawie, ale na pewno damy znac, jak bedziemy juz w naszym kraju :o)
Caluski

36godzinna podroz uczy, ze...mezczyzni to tchorze ;o)

moze od poczatku:
 kiedy ze lzami w oczach zegnalysmy Goa, nie spodziewalysmy sie, ze ta podroz bedzie tak pouczajaca:
1. Po 36 godzinach siedzenia tylek nie odpada.
2. Potop szwedzki to bajka, Szwedzi to tchorze! A bylo to tak:
Znowy w podrozy towarzyzyl nam mezczyzna narodowosci szwedzkiej (inny :) ), molomowny, zajmujacy sie soba, wydal nam sie bardzo asertywny. Pociag byl zatloczony, a Hindusi czesto nie wykupuja miejscowek i wlaza na krzywy ryj, zupelnie jak nasi rodacy. Slipper sklada sie z 3 lozek w pionie, tworzac 6osobowy przedzialik. Szwed mial najlepsze dolne lozko, a my na przeciw wszystkie 3. Na pewnej stacji wsiadla rodzinka Hindusow z Panjabu i zaladowali sie noca na jedno gorne lozko (matka z synem). Szwed spal spokojnie na dole. Rano z dwojki Hindusow zrobilo sie 6ro , w porywach inni skladali im wizyty ( Asia: mysle, ze przychodzili nas ogladac), w pewnym momencie Szwed poszedl zapalic, a my zamarlysmy, bo rodzina opanowala caly dol. My siedzialysmy i czekalysmy na potop szwedzki :o)
Jakiez bylo nasze rozczarowanie, kiedy dwometrowy facet z podkulonym ogonem, wlazl na gorne lozko i skulony lezal tam do konca podrozy !
3. Hindusi nie zawsze sa tak mili, co dalo sie wyczuc w zachowaniu rodzinki.
4. Jednak zwykle sa mili i pomocni, np.kiedy prosi sie o pomoc w dodzwonieniu sie gdzies, chetnie pozyczaja swoje telefony i nie chca kasy!

Ogolnie dalysmy rade, do Delhi dotarlysmy cale i zdrowe i mieszkamy w zanym nam juz hotelu i okolicy.

Pozdrowienia dla wszystkich od silnych kobiet z Polski