czwartek, 31 marca 2011

myśli zebrane po podróży...

Kiedy planowałyśmy wyjazd do Indii, wpadł nam w ręce album:
"Indie. Mały fragment dużego obrazu".  Joanny Szumskiej.
Przytoczymy tu fragment:

"Jak uchwycić spojrzenie dumnie kroczącej kobiety w zwiewnym, bajecznie kolorowym sari? W jaki sposób wyrazić przepych monumentalnych budowli i kunszt koronkowych zdobień? Czy można oddać słowami fetor śmieci i nieczystości na ulicach? Ująć w kadrze zgiełk i nieprzebrany tłum gwarnej dzielnicy handlowej? Wstrząsające ubóstwo? Jak opisać medytację w świątynnym ogrodzie? Chłód kamiennej posadzki za bramą Jama Masjid? Światła, kadzidła, kwiaty, kielichy, muzykę mszy puja? Czy można uwierzyć w uzdrawiającą moc Gangesu? Zatrzymać widok świątynnych rzeźb ożywających pod wpływem światła? Autorka czyta w oczach napotkanych ludzi, zapamiętuje gesty, twarze, kolory, miękki dotyk szala, smak masali, nie pozwala wywietrzeć z pamięci zapachom".

Dzisiaj są to też nasze myśli i spostrzeżenia. Indie są piękne i wyjatkowe. Można wybrać się w Himalaje, opalać na plażach Goa, na wielbłądzie pokonać pustynię Thar, poobserwować plemienne wioski w dżungli, zwiedzać zapierające dech zabytki i świątynie, poczuć uzdrawiającą moc ayurvedy i yogi, doświadczyć zgiełku i smogu wielkich przeludnionych miast, zanurzyć się w Gangesie czy pomedytować w samotności. Można spotkać też drugiego człowieka, jakże odmiennego, zdawałoby się w pierwszej chwili, a jednak borykającego się z tymi samymi problemami życiowymi. I nam udało się część tych rzeczy doświadczyć. Po kolejne może kiedyś wrócimy....

Jedno jest pewne, nawet po doświadczeniu opisanych przeżyć, nie poznamy Indii do końca. Zawsze będą zaskakujące, pociągające, zagadkowe i piękne. Jedni zakochują się w Indiach, inni ich nie znoszą.
My należymy do tej pierwszej grupy. Indie zostaną w naszych sercach i jesteśmy szczęśliwe, że było dane nam je poczuć (niektórym z nas nawet kilka razy :o) ). I z perspektywy czasu nieliczne ale jednak niemiłe wspomnienia zniknęły pod naporem tych dobrych. Bo przecież do Indii jedzie się po to, aby poczuć Indie, a nie czuć się jak w domu.





 Na zakończenie kilka chwil zatrzymanych w kadrze i zabranych przez nas do kraju:
- na trasie do Jaipuru  mężczyzna z małpką


- wioska w Rajasthanie  i przyjaźnie machające do nas dzieci


- Fort Amber w Pink City (czyli Jaipurze)



- widok z Pałacu Miejskiego na City of Lakes czyli Udaipur





- piękne zdobienia na jednej ze świątyń, uchwycone przez Kasię



- jeden z jaipurskich pałaców, który zrobił na nas niesamowite wrażenie



- typowy widok na indyjskich drogach



- piękne indyjskie kobiety....jak egzotyczne kwiaty na tle szarych budynków



- Agra i magiczny Taj Mahal


- Mumbaj i słynne Gate of India



- Goa.....rajskie plaże, palmy, cudowne słońce i pyszne jedzenie


 I to już koniec naszych relacji......

Dziękujemy wszystkim za kibicowanie naszej wyprawie, wspieranie ciepłym słowem i możliwość dzielenia się na gorąco naszymi wrażeniami :o)

A gdzie dalej poprowadzą nas nasze drogi....kto wie?....Inshallach

भारत सुंदर और प्यारी है. शिव को नमस्कार  (a po naszemu: Indie są wspaniale i piękne. Pozdrowienia dla Shiv'a)

Kasie i Asia, które były w Indiach

czwartek, 3 marca 2011

Zegnaj Delhi

Dzis Delhi zegna nas deszczem. Znow jest zimno i ponuro. To Indie zegnaja nas delhijskimi lzami.Czekamy na samolot (odlot za 7h).
Do zobaczenia w kraju
Asia i Kasie jeszcze z Indii

środa, 2 marca 2011

Szal zakupow i wreszcie cieplo :o) czyli znowu w Delhi

Po odswiezeniu sie po podrozy, ruszylysmy na wyteskniony Main Bazar :) NIektore tak wydawaly kase, ze na zycie beda pozyczac :o) Nakupowalysmy roznych dupereli oczywiscie niezbednych do zycia :o), kupilysmy tez cos dla najblizszych, zeby nie bylo! Wreszcie poczulysmy sie like a woman, becousce robilysmy zakupy :o)
Dzis od rana wybralysmy sie na regionalny targ (po naszemu Cepelia), gdzie zrobilysmy fajne zdjecie ponizej:


W tej wyprawie towarzyszyl nam Shiv, nasz indysjki znajomy. To co interesujacego to fakt, ze podrozowalysmy metrem, ktore jest czyste, nowe i bezpieczne. Polecamy!
Na koniec dnia zrobilysmy sobie mehendi. A kobiety z mehendi wygladaja tak:

Tyle na teraz. To moze byc ostatni post z Indii, bo jutro w nocy wracamy do Polski. Jeszcze nie wiemy o ktorej wyladujemy w Wawie, ale na pewno damy znac, jak bedziemy juz w naszym kraju :o)
Caluski

36godzinna podroz uczy, ze...mezczyzni to tchorze ;o)

moze od poczatku:
 kiedy ze lzami w oczach zegnalysmy Goa, nie spodziewalysmy sie, ze ta podroz bedzie tak pouczajaca:
1. Po 36 godzinach siedzenia tylek nie odpada.
2. Potop szwedzki to bajka, Szwedzi to tchorze! A bylo to tak:
Znowy w podrozy towarzyzyl nam mezczyzna narodowosci szwedzkiej (inny :) ), molomowny, zajmujacy sie soba, wydal nam sie bardzo asertywny. Pociag byl zatloczony, a Hindusi czesto nie wykupuja miejscowek i wlaza na krzywy ryj, zupelnie jak nasi rodacy. Slipper sklada sie z 3 lozek w pionie, tworzac 6osobowy przedzialik. Szwed mial najlepsze dolne lozko, a my na przeciw wszystkie 3. Na pewnej stacji wsiadla rodzinka Hindusow z Panjabu i zaladowali sie noca na jedno gorne lozko (matka z synem). Szwed spal spokojnie na dole. Rano z dwojki Hindusow zrobilo sie 6ro , w porywach inni skladali im wizyty ( Asia: mysle, ze przychodzili nas ogladac), w pewnym momencie Szwed poszedl zapalic, a my zamarlysmy, bo rodzina opanowala caly dol. My siedzialysmy i czekalysmy na potop szwedzki :o)
Jakiez bylo nasze rozczarowanie, kiedy dwometrowy facet z podkulonym ogonem, wlazl na gorne lozko i skulony lezal tam do konca podrozy !
3. Hindusi nie zawsze sa tak mili, co dalo sie wyczuc w zachowaniu rodzinki.
4. Jednak zwykle sa mili i pomocni, np.kiedy prosi sie o pomoc w dodzwonieniu sie gdzies, chetnie pozyczaja swoje telefony i nie chca kasy!

Ogolnie dalysmy rade, do Delhi dotarlysmy cale i zdrowe i mieszkamy w zanym nam juz hotelu i okolicy.

Pozdrowienia dla wszystkich od silnych kobiet z Polski

sobota, 26 lutego 2011

Na wschodzie bez zmian... nadal lenistwo

Dzisiejszy dzien uplynal nam na opanowanym do perfekcji blogim lenistwie. Nie dosc, ze wyciagamy krewetki z zebow to na dodatek odbija sie nam kalmarami.

Pluskamy sie w wodzie przelamujac fale, a nad naszym bezpieczenstwem czuwa sloneczny indyjski patrol :o)

Wieczory sa rownie udane. Poznajemy okolice. Poznajemy okoliczne handlarki. Negocjujemy ceny. Mamy dwie metody:
1. na bossa (Droba: z nieznanych przyczyn biora mnie za bossa naszej trzyosobowej bandy. Moja zniechecona mina podczas negocjacji korzystnie wplywa na koncowa cene)
2. na "w sumie to nie podoba mi sie ten wzor i spadowa od mojego lezaka". To jest metoda Kasi, co w efekcie rowniez przynosi oczekiwany rezultat.
W trakcie spaceru napotkalysmy wypozyczalnie rowerow :o)

Miejsce piekne, polecamy wszystkim te okolice. Ciezko nam bedzie jutro opuscic Goa. Poniewaz wyruszamy w dluga podroz do Delhi (36h pociagiem) to kolejny post bedzie z Delhi.

Pozdrawiamy wszystkich. A w nastepny weekend oczekujemy czerwonego dywanu i szampana na powitanie ;o)

piątek, 25 lutego 2011

Lenistwo, lenistwo, lenistwo


Kolejny dzien plynie i wciaz nam sie nie spieszy. Jestesmy szczesliwe i tylko lezymy pod palma kokosowa, kapiemy sie i "wydlubujemy krewetki z zebow...." czyz nie jest to opis raju ???? :o)
Generalnie to troche jest monotonnie, tak ze wymyslamy sobie rozne atrakcje i tak:

Kasia miala dosyc starych bab i samotnie poplynela na "Butterfly Island", by tam poplywac w urokliwym zakatku.
Po drodze widzialam tylko pare grzbietow delfinow, a towarzyszylo mi dwoje indyjskich inzynierow (tzn inzynier i inzynierowa):o).


A my dalej nuda..... i jest pieknie :D i w promieniach slonecznych opalamy sie. Robimy sesje zdjeciowe jak Cindy Crawford (no dobra tylko modelka troche nizsza i grubsza ;p)

Poniewaz w Indiach, by zrobic zakupy nie trzeba schodzic z lezaka dokonujemy ich na lezaco w komfortowych warunkach. Choc trzeba przyznac, ze negocjujemy twardo.  Przy okazji poznajemy zwyklych ludzie i ich historie jak np. ta Pani, ktora z piatki dzieci musiala wybrac trojke, ktora mogla poslac do szkoly (na wiecej czesnego jej nie stac). Ona sama nigdy nie chodzila do szkoly, a angielskiego nauczyla sie na plazy od turystow.

Mimo tak powaznego wpisu nadal bawimy sie swietnie....

Teraz najlepsze na koniec. Wczoraj wieczorem bylysmy na pokazie tanca tancerek z Goa. No coz..... nasza  samoocena jako tancerek wzrosla :o). Ania naprawde rzadzimy !!! :p

Pozdrowienia dla wszystkich iiiiiiiiiiiiiii do nastepnego postu. :o)

środa, 23 lutego 2011

Gole na Goa !

Wreszcie lenistwo, niebianska plaza, stroje kapielowe, upal... A u Was ? ;p


no dobra od poczatku najpierw Mumbai.

drugi dzien w Mumbaju leniwy bez wiekszych ruchow. Najwazniejszym zdarzeniem jest wizyta pod chawira Rycha (chodzi oczywiscie o wille Shahrukh Khana - dla tych nielicznych, ktorzy go jeszcze nie znaja).
Iza fota ponizej.

Niestety Mumbai zapisze sie nam w pamieci jako miasto spalin i korkow. Nowoscia jest przestrzeganie (jako tako nie przesadzajmy) sygnalizacji swietlnej.
Droba: Mnie sie miasto podoba.
Kasia: Bylo w miare spokojnie, jedynie ilosc spalin zniechecila mnie do Mombaju.
Asia: mnie przerazal wszechogarniajacy zapach spalin i kurz oraz chodzenie z chustka przy twarzy.  Miasto jest przerazajaco wielkie.
Potem juz pociag i caly dzien jazdy na Goa. Czas umilal nam dobrze wychowany i wyjatkowo przystojny Szwed. :o).

Wieczorem dojechelysmy do Margao i wsiadlysmy do taksowki. Droba: Ku......wa to byla jazda bez zasad, trzymanki. Powiedzialam, ze w droge powrotna wybieram pociag.
Ale to tylko poczatek :o) Jako miejsce docelowe wybralysmy Palolem spokojna miejscowosc z dlal od zgielku.
Dojechalysmy na godzine 21 i bylo juz ciemno. Zalezalo nam na szybkim znalezieniu noclegu i poszlysmy do pierwszego lepszego miejsca ...... noclegu. Ludzie cos pieknego mamy to na filmie!!!!
Dla Asi bylo to "pierwsze"  Siliguri (ciezkie warunki)

Dzisiaj rano zerwalysmy sie skoro swit i poszlysmy na poszukiwanie nowego noclegu.
Teraz mieszkamy w ladnym, czystym pokoju i przez najblizsze 4 dni  zamierzamy byczyc sie na plazy, kapac sie w cieplym morzu i jesc ryby (co juz zacylysmy robic, bo pierwsze slonce nas opalilo), Asia i Kasia owoce morza iiiii do nastepnego posta.


Specjalne pozdrowienia dla naszych Mam i oczywiscie innych.

Asia: Mamo wszystko ok z moim brzuchem i zdrowotnie jest ok z nami wszystkimi.

niedziela, 20 lutego 2011

Udajpur jest fajny, a Mombaj chyba nas kocha ISZALACH... :p

Wieczor w Udajpurze byl bardzo udany. Kasia szalala w swiatyni i o tym teraz napisze.
Kasia: O siodmej wieczorem rozpoczela sie ceremonia.Przed swiatynia palil sie ogien a w srodku zebrala sie miejscowa ludnosc. Podobno tak juz maja, gdy jest pelnia ksiezyca (a byla).Ludzie spiewali i klaskali w dlonie a rytm wygrywal im bebniarz.Kobiety i mezczyzni siedzieli w oddzielnych grupach (ja usiadlam wsrod milych hindusek).Dla mnie bylo to prawdziwe przezycie zwiazane z zagladaniem w czyjes zycie.Bylo super!
Asia i Droba: w tym samym czasie postanowilysmy wrocic do hotelu i wszystko byloby normalnie, gdyby nie korki, ktore zachecily naszego Rikszarza do szalonej jazdy po jakis bocznych uliczkach. Malo brakowalo, Droba nawrocilaby sie na wiare. Asia: smierc zagladala nam w oczy, a my bezczelnie smialysmy sie jej w twarz. W sumie to bylo bardzo zabawne, ale dopiero jak wysiadlysmy. potem kolacja na dachu naszego hotelu i ogladanie ogni sztucznych.
Ponizej fotka z naszego pokoju. Asia: spalysmy w pokoju, w palacu z 1000 i jednej nocy.


Nastepny dzien minal nam na leniwych przygotowaniach do wyjazdu. Niestety noc byla dosc glosna, bo obok bylo muzulmanskie wesele, ktore trwalo dwa dni. Zdjecie Pana Mlodego ponizej:


Na pozegnanie przez gadulstwo Jacyny zostalysmy zmuszone do zatanczenia Rangeeli (porazka, sori Ania :o)) oraz tureckiej (turecka trgedia: przykro nam Jolu :o). Dziewczyny bawily sie swietnie dla Droby jak zawsze stres.

Po poludniu wyjechalysmy autobusem do dziwnego miejsca o nazwie Abu Road, gdzie wsiadlysmy (nie bez przygod) do pociagu.



Dla Kasi to wyjatkowa podroz, byla zachwycona krajobrazami (reszta tez).



Kasia:Jestem zachwycona zielonymi polami Rajastanu. One sa przesliczne. Bardzo soczyste i swieze. Zamiast drzemac chlonelam obrazy za oknem :)


Dla Asi pociag to ciagle jeszcze spore przezycie. Zwlaszcza, ze spala na polce miedzy dwoma chrapiacymi facetami.

Rano wysiadlysmy z pociagu w dzielnicy biedy i przesiadlysmy sie do kolei miejskiej. To byla dodatkowa atrakcja, bo wsiadlysmy do przedzialu "only for ladies".
Potem taxi i w upatrzonej dzielnicy znalazlysmy hotel.

Obejrzalysmy India Gates, oczywiscie trafilysmy do dzielnicy muzulmanskiej, ciekawe dlaczego ? :o) i tu zjadlysmy obiad.
Na razie szczescie nam sprzyja. Moze dlatego, ze ptaki uwielbiaja srac na Asie (do tej pory tylko 4 slownie:cztery razy). Kasia i Droba ciesza sie, ze zapewnianie szczescia (sranie ptakow) Asia wziela na siebie.

Pozdrawiamy wszystkich i pozdrowilybysmy dzieci Asi, ale do nie nie pisza ;p (cena za sms krajowy)

Dolaczamy obiecane zdjecia rowerow. Akurat w Mumbaju byl wyscig kolarski a meta byla pod Brama Indii i wszyscy rzucilisie w kierunku zwyciezcy.



piątek, 18 lutego 2011

Kierunek Udaipur City

Nasza podroz do Udaipuru rozpoczela sie wieczorem. Po dotarciu na dworzec przesiedzialysmy w poczekalni kilka godzin w oczekiwaniu na pociag. Jak juz wspominalysmy kolej w indiach jest doskonale zorganizowana.
Na wagonach wisza listy z nazwiskami osob, ktore tymze wagonem jada.
Poniewaz mamy problem techniczny zdjecia z pociagu dolaczymy w innym terminie.
Asia:Dla mnie najwiekszym szokiem bylo wdrapanie sie na gorne lozko (lek wysokosci). Poniewaz konduktor szczesliwie zgodzil sie na zmiane. Zasnelam szczesliwie "pod Droba" ;p pomijajac mylny alarm o 2.30 niezle sie wyspalam. Drugim szokiem w indyjskich kolejach byla obecnosc kontaktakto do komorek, laptopow itp.
Kolejnym przezyciem byl gigantyczny robal w moim lozku, ktorego kilim i natychmiast pochwalilam sie niczego nie podejrzewadjacej i jeszcze wtedy szczesliwej Drobie.
Kasia nieswiadoama rzezi spala kilka lozek dalej.
Dzisiejszy dzien w spokojnym i w porownaniu z innymi indyjskimi miastami Udajpurze, mija spokojenie i leniwie.Zwiedzamy, spimy..... Kasia idzie ogladac ceremonie w swiatyni hinduistycznej.


Nasza niechec do szlajania sie po miescie wynika prawdopodobnie z tego, ze mamy najladniejszy jak do tej pory pokoj wygladajacy jak pokoj ksiezniczek w palacu Maharadzy.

U nas juz 18.30 i wracamy do hotelu szykowac sie na jutro.

Zdjecia rowerow i pociagu w nastepnym poscie.
Pozdrowienia dla wszystkich i buziaki dla dzieci (Asi, bo tylko takie mamy).

Jaipur - wieczorne tance

Po wieczornym wypoczynku nasz driver zqawiozl nas do knajpy z muzyka i tradycyjnymi tancami na zywo.
Korzystajac z zaproszenia tancerki oddalysmy sie radosnym plasa. Jako dowod zalaczamy zdjecie :)
Droba: O MOJ BOSZE!

Nastepnego dnia przed przed pierwsza podroza pociagiem poszlysmy do kina na Patiala House (kino Raj Mandir). To piekne przedwojenne kino, ktore zostalo odrestaurowane.
Kasia: fabula tradycyjna dla filmu indyjskiego: milosc, ktykiet i podporzadkowanie woli rodzicow. Droba robila mi za tlumaczke i wskazywala kto jest father a kto mather ;)
Asia: pomijajac fakt, ze glowny bohater moglby byc ojcem glownej bohaterki a tworzyli pare to reszta bez zarzutu.Najbardziej podobaly mi sie emocje tubylcow przy zwrotach akcji.
Droba: Mnie sie film podobal. Bylam juz w tym kinie, wzruszylam sie i tyle :o)


środa, 16 lutego 2011

Jaipur i zwiedzanie.... Kochamy slonie i nie lubimy ich opiekunow....

Piszemy juz dzisiaj, bo jutro  w droge.
Rano pojechalysmy do fortu Amber, gdzie wlasnie mozna przejechac sie na sloniu.

Widzac jak traktowane sa te poczciwe zwierzeta zrezygnowlysmy z przejazdzki na sloniu i poszlysmy pieszo. Jest to monumentalan budowla robiaca duze wrazenie.  Niestety dalej jestesmy w tym samym miejscu i nie mozemy dodawac zdjec, a jest tak, ze Asia juz wymienila karte pamieci (Droba: Asia cyka jak szalona; Kasia: dziewczyny juz czatuja na mojego mp3, by przerzucic troche zdjec).

Potem bylo zwiedzanie malo inetresujacego palacu maharadzy i troche bardziej ciekawego obserwatorium astronomicznego. Co odnotowujemy z kronikarskiego obowiazku.




Kasia: Maniek fota obserwatorium specjalnie dla Ciebie.


To co najciekawsze, to nasza "wycieczka/ucieczka"  w miasto. Na poczatku czulysmy sie jak w Praktikerze  Oni tu sie grupuja wg branz  i trzeba trafic na wlasciwa. Nam sie udalo trafic do OBI.: umywalki, muszle, maszyny do szycie, wykladziny, rury itp. Kiedy mialysmy juz dosc to z obledem w oczach przeszysmy na druga strone ulicy i szczesliwie wyladowlysmy w Gukal, czyli miejscowej jadlodajni, gdzie czekalysmy na stolik.
Wpier... tak jakbysmy tydzien nie jadly takie bylo dobre, potem juz tylko krotkie zakupy i powrot do hotelu.
co nie bylo proste, ze wzgledu na muzulmanski festiwal uliczny. Asia mowi, ze czula sie jak w filmie sensacyjnym.
Juz konczymy, bo szkoda rupii pozdrawiamy wszystkich i do nastepnego posta.... :o)

wtorek, 15 lutego 2011

Asia i jej Taj Mahal....

Dojechalysmy do Agry jak krolewny wynajeta white limuzyna z wlasnym driverem o imieniu Om (Shanti Om). Bardzo grzeczny i dobrze wychowany i lepiej mowiacy po angielsku od nas wszystkich trzech (wyjatak Kasia) .
W tym poscie nie bedzie zdjec, bo cos sie zepsulo.
Oczywiscie jest rowniez pracownikiem przemyslu  turystycznego i probuje nas wlec do roznych geszeftow, by naciagnac nas na zakupy, ale jestesmy odporne, nawet na propozycje zawiezienia i przechowania w Delhi.
No dobra od poczatku....
Poniedzialek rano: "w Indiach nikt sie nie spieszy" Sniadanie trwa poltorej godziny. Mozna dostac swira, a le znosimy to dzielnie.
Okazalo sie, ze slowo ostre dla Indusa i dla nas znaczy ZUPELNIE cos innego oczym przekonujemy sie caly czas. Dla Kasi to znow raj . Dla Droby i Asi "maly czysciec".
Wreszcie  ruszamy do Agry. droga zatloczona, jest goraco (w koncu) i czekamy na spotkanie z miejscem utozszamianym z wielka miloscia Taj Mahal. W koncu sa Walentynki.
Dojezdzamy po poludniu i od razu idziemy zwiedzac. Asia jest wniebowzieta i ma dreszcze. To jej momenty wyprawy.

Asia: "Taj  Mahal jest piekniejszy  niz myslalam, mialam dreszcze! Mam wiele piekknych zdjec na pamiatke i radosc w sercu, ze tam bylam - w koncu to bylo moje marzenie!!!!! Jestem szczesliwa."
Jest juz prawie ciemno kiedy docieramy do naszej limuzyny. Jedziemy do hotelu myslac, ze to koniec wrazen na dzis, ale to Walentynki i okazuje sie, ze spedzamy mily wieczor z poznanym  2 lata wczesniej Shivem.


"Shiv it was very nice evening. Thank you for your company and for showing us music store :D. See you later in Delhi."


Wracamy do hotelu i idziemy spac. Codziennym naszy wieczornym zwyczajem staje sie wymyslanie  albo przypominanie najlepszych wpadek dnia i tak:
- "wybierz sobie cos z naszej apteczki i dorob chorobe, zeby  nie trzeba bylo dzwigac;
- nasz angielski:  serious consequences - kto tak mowi :o)
-Haslo okreslajace sytuacje awaryjna jest:: no dobra najwyzej sciagniemy paski :o).

Musimy (Droba i Asia )sie  przyznac, ze zmuszamy Kasie do prowadzenia naszej buchalterii oraz mowienia po angielsku nawet wtedy, gdy niechce, a przede wszystkim tego czego nie chce hi,hi,hi,hi.

Wtorek rano sniadanie potem wyjazd do Faterpursikri i UWAGA ulewa w Indiach to nasza pierwsza !

Zwiedzamy Ghostcity w kurtkach przeciwdeszczowych. Ponoc to wina Asi, bo gdzie sie nie ruszy tam leje.
Potem jazda do Jaipuru i nispodzianka po drodze. Jedziemy indyskimi zadupiami i jest fantastycznie !!!! To cos pieknego prawdziwe indyjskie, wiejskie zycie i ta zielen dookola taka jak w filmach ( wkoncu to Rajastan). Prawdziwa zyczliwosc na twarzach ludzi, machajace do nas dzieci, a takze mijany hinduski pogrzeb z palacymi sie zwlokami. To bylo niewiarygodne !!!


W koncu dojechalysmy do Jaipuru, zeby bylo jasne ta limuzyna i ten kierowca nadal przy nas trwa ;o)., a nie jest latwo, bo takich bab nigdy nie spotkal ;o). W konu oczywistym jest, ze to polskie kobiety rzadza !!!

Pierwszy zabytek to Memorial Palace !! Cos niesamowitego. Moze kiedys wrzucimy tu zdjecia, ale nie dzis :o).
Teraz czujemy sie piekne i wypoczeta, bo udalo nam skorzystac z uslug Keralskich specjalistow od AYURWEDY. Ludzie czytacie bloga Ksiezniczek !!! :P

Przepraszamy za bledy ale klawiatura tu szwankuje.....
POZDRAWIAMY  WSZYSTKICH :* :*
A dla dzieciakow i husbendow specjalne pozdrowienia :D

ps. nie wiem czy wiecie ale wszystkie jestesmy tu mezatkami, jedynie historia Asi jest prawdziwa ;o). Droba:"Piotrek przepraszam Cie ale na potrzeby  chwili zostales moim mezem, a mam sie kim pochwalic bo...w koncu powiedzialam ze jestes Opera singer :D"
Kasia: "Jacek nie denerwuj sie ;o)"

niedziela, 13 lutego 2011

Najdluzszy dzien naszego zycia... :o)

Trwal tylko 48 godzin, wiec nie ma co narzekac. Jestesmy w Delhi cale i zdrowe, ale zacznijmy od poczatku:
tak wygladalo pakowanie



Na lotnisko w Warszawie dojechalysmy bezblednie. W koncu to Polska. W Moskiwe wypilysmy  nadrazsza herbate w zyciu. Paryz to taniocha, ale za to w samolocie byly krewetki i lasos. (Droba: mamo ty wiesz jak mnie to cieszy). W koncu jednak wywalczylysmy danie z pierwszej kalsy, ktore odjela sobie od ust stewrdessa Olga.
Dzieki tajnemu notesowi Asi nasze posty beda pelniejsze i dokladniejsze - mamy kronikarza :o)
Nauczone doswiadczeniem grzecznie poczekalysmy do switu i ruszylysmy do OLD DELHI Main Bazaar, gdzie nocowlysmy. Z pierwszych spostrzezen Asi wynika, ze w Indiach  jest tak samo jak w Egpcie tylko ludzie bardziej zapatuleni.Dopiero jak zobaczyla  malpy biegajace po chodniku to uwierzyla, ze jest w Indiach.(Kasia J: i nie chodzilo o nas.).
Po podrozy poszlysmy spac, potem glodne ruszylysmy na indyjskie jedzenie. Potem rekonesans po Main Bazaar, gdzie planujemy w drodze powrotnej do domu zrobic zakupy.


Nastepnie nadzeszla pora na planowanie podrozy.
Wstepny plan jest taki: Objazd po Delhi :


Plan zrealizowany. Czytajcie (sluchajcie) jestesmy wykapane w CIEPLEJ WODZIE i czyste, i pachnace  piszemy tego posta :o).
Asia: jeszcze wroce do pierwszej nocy, gdzie wlaczyl mi sie tryb czuwania i zaczelam martwic sie o torbe Droby stojaca pod oknem. Kiedy odwrocilam sie w polsnie w strone okna, zobaczylam kota szukajacego chyba jedzenia. Jak krzyknelam - bylo po spaniu :) ale za to bylo wesolo i zabezpieczylysmy torby:)
Jutro jedziemy do Agry, by nastepnie.... o tym w kolejnym poscie :o)
Droba: "nie pisze wiecej, bo jest19.00, a ja zjadlam tylko sniadanie. Asia i Kasia nie musza jesc, a ja tak. Protestuja, ze maja takie potrzeby i musze isc."
Kasia J:"Moj zoladek juz burczy i musze go zapelnic"

Asia: jestem zadowolona, Indie podobaja mi sie bardzo na chwile obecna. Uspokajam cala rodzinke i przyjaciol, no i pozdrowienia dla Ptaqa zgodnie z umowa ;)



czwartek, 10 lutego 2011

hej, na chwilę obecną jesteśmy już chyba wszystkie spakowane i gorączkowo latamy, załatwiając ostatnie sprawy przed wyjazdem. Wieczorem będziemy w Warszawie, a rano na lotnisku. Jedno jest pewne: damy radę, bo Kobiety zawsze dają radę!!!
I tym okrzykiem bojowym żegnam się z Polski i do następnego posta już z Indii :)))

wtorek, 8 lutego 2011

Przygotowania do wyprawy

No to stało się! Spełnienie marzeń! Dołączyłam do Kasiek i lecimy do Indii! Przygotowania polegają głównie na uspokajaniu mojej osoby i próbach wyznaczania trasy :) Najbardziej podoba mi się  ta, gdzie po wyjściu z lotniska w Delhi skręcamy w prawo :) Ale nad mapą ślęczałyśmy i na dowód zdjęcie :)