środa, 16 lutego 2011

Jaipur i zwiedzanie.... Kochamy slonie i nie lubimy ich opiekunow....

Piszemy juz dzisiaj, bo jutro  w droge.
Rano pojechalysmy do fortu Amber, gdzie wlasnie mozna przejechac sie na sloniu.

Widzac jak traktowane sa te poczciwe zwierzeta zrezygnowlysmy z przejazdzki na sloniu i poszlysmy pieszo. Jest to monumentalan budowla robiaca duze wrazenie.  Niestety dalej jestesmy w tym samym miejscu i nie mozemy dodawac zdjec, a jest tak, ze Asia juz wymienila karte pamieci (Droba: Asia cyka jak szalona; Kasia: dziewczyny juz czatuja na mojego mp3, by przerzucic troche zdjec).

Potem bylo zwiedzanie malo inetresujacego palacu maharadzy i troche bardziej ciekawego obserwatorium astronomicznego. Co odnotowujemy z kronikarskiego obowiazku.




Kasia: Maniek fota obserwatorium specjalnie dla Ciebie.


To co najciekawsze, to nasza "wycieczka/ucieczka"  w miasto. Na poczatku czulysmy sie jak w Praktikerze  Oni tu sie grupuja wg branz  i trzeba trafic na wlasciwa. Nam sie udalo trafic do OBI.: umywalki, muszle, maszyny do szycie, wykladziny, rury itp. Kiedy mialysmy juz dosc to z obledem w oczach przeszysmy na druga strone ulicy i szczesliwie wyladowlysmy w Gukal, czyli miejscowej jadlodajni, gdzie czekalysmy na stolik.
Wpier... tak jakbysmy tydzien nie jadly takie bylo dobre, potem juz tylko krotkie zakupy i powrot do hotelu.
co nie bylo proste, ze wzgledu na muzulmanski festiwal uliczny. Asia mowi, ze czula sie jak w filmie sensacyjnym.
Juz konczymy, bo szkoda rupii pozdrawiamy wszystkich i do nastepnego posta.... :o)

1 komentarz: