sobota, 26 lutego 2011

Na wschodzie bez zmian... nadal lenistwo

Dzisiejszy dzien uplynal nam na opanowanym do perfekcji blogim lenistwie. Nie dosc, ze wyciagamy krewetki z zebow to na dodatek odbija sie nam kalmarami.

Pluskamy sie w wodzie przelamujac fale, a nad naszym bezpieczenstwem czuwa sloneczny indyjski patrol :o)

Wieczory sa rownie udane. Poznajemy okolice. Poznajemy okoliczne handlarki. Negocjujemy ceny. Mamy dwie metody:
1. na bossa (Droba: z nieznanych przyczyn biora mnie za bossa naszej trzyosobowej bandy. Moja zniechecona mina podczas negocjacji korzystnie wplywa na koncowa cene)
2. na "w sumie to nie podoba mi sie ten wzor i spadowa od mojego lezaka". To jest metoda Kasi, co w efekcie rowniez przynosi oczekiwany rezultat.
W trakcie spaceru napotkalysmy wypozyczalnie rowerow :o)

Miejsce piekne, polecamy wszystkim te okolice. Ciezko nam bedzie jutro opuscic Goa. Poniewaz wyruszamy w dluga podroz do Delhi (36h pociagiem) to kolejny post bedzie z Delhi.

Pozdrawiamy wszystkich. A w nastepny weekend oczekujemy czerwonego dywanu i szampana na powitanie ;o)

3 komentarze:

  1. Ale macie piękną pogodę...:) Kasia,pozdrawiam i tęsknie już, podróżniczko!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No wreszcie to co faceci lubią najbardziej - ciałka w strojach kąpielowych. Widok to dokładnie tak odległy jak te 7-8 tys km które na dzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. BOSKO ! Kasiu dostałam linka od wujka :) Jak będziesz się chwalić fotkami to daj znać :D Pozdrawiam Małgosia C.

    OdpowiedzUsuń