wtorek, 15 lutego 2011

Asia i jej Taj Mahal....

Dojechalysmy do Agry jak krolewny wynajeta white limuzyna z wlasnym driverem o imieniu Om (Shanti Om). Bardzo grzeczny i dobrze wychowany i lepiej mowiacy po angielsku od nas wszystkich trzech (wyjatak Kasia) .
W tym poscie nie bedzie zdjec, bo cos sie zepsulo.
Oczywiscie jest rowniez pracownikiem przemyslu  turystycznego i probuje nas wlec do roznych geszeftow, by naciagnac nas na zakupy, ale jestesmy odporne, nawet na propozycje zawiezienia i przechowania w Delhi.
No dobra od poczatku....
Poniedzialek rano: "w Indiach nikt sie nie spieszy" Sniadanie trwa poltorej godziny. Mozna dostac swira, a le znosimy to dzielnie.
Okazalo sie, ze slowo ostre dla Indusa i dla nas znaczy ZUPELNIE cos innego oczym przekonujemy sie caly czas. Dla Kasi to znow raj . Dla Droby i Asi "maly czysciec".
Wreszcie  ruszamy do Agry. droga zatloczona, jest goraco (w koncu) i czekamy na spotkanie z miejscem utozszamianym z wielka miloscia Taj Mahal. W koncu sa Walentynki.
Dojezdzamy po poludniu i od razu idziemy zwiedzac. Asia jest wniebowzieta i ma dreszcze. To jej momenty wyprawy.

Asia: "Taj  Mahal jest piekniejszy  niz myslalam, mialam dreszcze! Mam wiele piekknych zdjec na pamiatke i radosc w sercu, ze tam bylam - w koncu to bylo moje marzenie!!!!! Jestem szczesliwa."
Jest juz prawie ciemno kiedy docieramy do naszej limuzyny. Jedziemy do hotelu myslac, ze to koniec wrazen na dzis, ale to Walentynki i okazuje sie, ze spedzamy mily wieczor z poznanym  2 lata wczesniej Shivem.


"Shiv it was very nice evening. Thank you for your company and for showing us music store :D. See you later in Delhi."


Wracamy do hotelu i idziemy spac. Codziennym naszy wieczornym zwyczajem staje sie wymyslanie  albo przypominanie najlepszych wpadek dnia i tak:
- "wybierz sobie cos z naszej apteczki i dorob chorobe, zeby  nie trzeba bylo dzwigac;
- nasz angielski:  serious consequences - kto tak mowi :o)
-Haslo okreslajace sytuacje awaryjna jest:: no dobra najwyzej sciagniemy paski :o).

Musimy (Droba i Asia )sie  przyznac, ze zmuszamy Kasie do prowadzenia naszej buchalterii oraz mowienia po angielsku nawet wtedy, gdy niechce, a przede wszystkim tego czego nie chce hi,hi,hi,hi.

Wtorek rano sniadanie potem wyjazd do Faterpursikri i UWAGA ulewa w Indiach to nasza pierwsza !

Zwiedzamy Ghostcity w kurtkach przeciwdeszczowych. Ponoc to wina Asi, bo gdzie sie nie ruszy tam leje.
Potem jazda do Jaipuru i nispodzianka po drodze. Jedziemy indyskimi zadupiami i jest fantastycznie !!!! To cos pieknego prawdziwe indyjskie, wiejskie zycie i ta zielen dookola taka jak w filmach ( wkoncu to Rajastan). Prawdziwa zyczliwosc na twarzach ludzi, machajace do nas dzieci, a takze mijany hinduski pogrzeb z palacymi sie zwlokami. To bylo niewiarygodne !!!


W koncu dojechalysmy do Jaipuru, zeby bylo jasne ta limuzyna i ten kierowca nadal przy nas trwa ;o)., a nie jest latwo, bo takich bab nigdy nie spotkal ;o). W konu oczywistym jest, ze to polskie kobiety rzadza !!!

Pierwszy zabytek to Memorial Palace !! Cos niesamowitego. Moze kiedys wrzucimy tu zdjecia, ale nie dzis :o).
Teraz czujemy sie piekne i wypoczeta, bo udalo nam skorzystac z uslug Keralskich specjalistow od AYURWEDY. Ludzie czytacie bloga Ksiezniczek !!! :P

Przepraszamy za bledy ale klawiatura tu szwankuje.....
POZDRAWIAMY  WSZYSTKICH :* :*
A dla dzieciakow i husbendow specjalne pozdrowienia :D

ps. nie wiem czy wiecie ale wszystkie jestesmy tu mezatkami, jedynie historia Asi jest prawdziwa ;o). Droba:"Piotrek przepraszam Cie ale na potrzeby  chwili zostales moim mezem, a mam sie kim pochwalic bo...w koncu powiedzialam ze jestes Opera singer :D"
Kasia: "Jacek nie denerwuj sie ;o)"

5 komentarzy:

  1. Pozdrowionka dla wszystkich podróżniczek:)
    Ooj, zdecydowanie i niezaprzeczalnie wam zazdroszcze;)
    Dalszych wspaniałych, niezapomnianych wrażeń życze i z niecierpliwością czekam na kolejne relacje.

    Buziaczki:*
    Iwonka

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny opis, działa na wyobraźnię. Jak dla mnie to najbardziej podobała mi się ta wiejska indyjska sielanka, żeby tylko jeszcze nie ten pogrzeb to było by idealnie :(). Czekam na następne opisy, może coś o rowerzystach?
    Pozdrawiam ciepło ze zmarzniętej ojczyzny.
    Vlad

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Wy tam ich ściemniacie drogie mężatki ;)
    Pytanie: jak driver powiedział.. my name is Om, czy nie zaśpiewałyście mu od razu.. Om Shanti Om ;], bo mnie by się zaraz wyrwało ;)
    Alhambra pozdrawia i czeka na dalsze relacje !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. To ładnie limuzyną się wozicie ;)
    Zazdroszczę tylu wrażeń, nie mogę się doczekać zdjęć. ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrawiam dzielne podróżniczki! Mamnadzieję, że angielski się przydaje ;-))) Trzymajcie się dzielnie. Nam tu w deszczowo-śnieżnej Polsce pozostaje tylko pomarzyć o małpach na ulicy (chociaż z tym może byłby najmniejszy problem...), no i o tym słoneczku palącym...

    [Mój komputer oszalał, podpisuje mnie jako "Natasha", a tu Kasia pozdrawia z Oxfordu!]

    OdpowiedzUsuń