Dojechalysmy do Agry jak krolewny wynajeta white limuzyna z wlasnym driverem o imieniu Om (Shanti Om). Bardzo grzeczny i dobrze wychowany i lepiej mowiacy po angielsku od nas wszystkich trzech (wyjatak Kasia) .
W tym poscie nie bedzie zdjec, bo cos sie zepsulo.
Oczywiscie jest rowniez pracownikiem przemyslu turystycznego i probuje nas wlec do roznych geszeftow, by naciagnac nas na zakupy, ale jestesmy odporne, nawet na propozycje zawiezienia i przechowania w Delhi.
No dobra od poczatku....
Poniedzialek rano: "w Indiach nikt sie nie spieszy" Sniadanie trwa poltorej godziny. Mozna dostac swira, a le znosimy to dzielnie.
Okazalo sie, ze slowo ostre dla Indusa i dla nas znaczy ZUPELNIE cos innego oczym przekonujemy sie caly czas. Dla Kasi to znow raj . Dla Droby i Asi "maly czysciec".
Wreszcie ruszamy do Agry. droga zatloczona, jest goraco (w koncu) i czekamy na spotkanie z miejscem utozszamianym z wielka miloscia Taj Mahal. W koncu sa Walentynki.
Dojezdzamy po poludniu i od razu idziemy zwiedzac. Asia jest wniebowzieta i ma dreszcze. To jej momenty wyprawy.
Asia: "Taj Mahal jest piekniejszy niz myslalam, mialam dreszcze! Mam wiele piekknych zdjec na pamiatke i radosc w sercu, ze tam bylam - w koncu to bylo moje marzenie!!!!! Jestem szczesliwa."
Jest juz prawie ciemno kiedy docieramy do naszej limuzyny. Jedziemy do hotelu myslac, ze to koniec wrazen na dzis, ale to Walentynki i okazuje sie, ze spedzamy mily wieczor z poznanym 2 lata wczesniej Shivem.
"Shiv it was very nice evening. Thank you for your company and for showing us music store :D. See you later in Delhi."
Wracamy do hotelu i idziemy spac. Codziennym naszy wieczornym zwyczajem staje sie wymyslanie albo przypominanie najlepszych wpadek dnia i tak:
- "wybierz sobie cos z naszej apteczki i dorob chorobe, zeby nie trzeba bylo dzwigac;
- nasz angielski: serious consequences - kto tak mowi :o)
-Haslo okreslajace sytuacje awaryjna jest:: no dobra najwyzej sciagniemy paski :o).
Musimy (Droba i Asia )sie przyznac, ze zmuszamy Kasie do prowadzenia naszej buchalterii oraz mowienia po angielsku nawet wtedy, gdy niechce, a przede wszystkim tego czego nie chce hi,hi,hi,hi.
Wtorek rano sniadanie potem wyjazd do Faterpursikri i UWAGA ulewa w Indiach to nasza pierwsza !
Zwiedzamy Ghostcity w kurtkach przeciwdeszczowych. Ponoc to wina Asi, bo gdzie sie nie ruszy tam leje.
Potem jazda do Jaipuru i nispodzianka po drodze. Jedziemy indyskimi zadupiami i jest fantastycznie !!!! To cos pieknego prawdziwe indyjskie, wiejskie zycie i ta zielen dookola taka jak w filmach ( wkoncu to Rajastan). Prawdziwa zyczliwosc na twarzach ludzi, machajace do nas dzieci, a takze mijany hinduski pogrzeb z palacymi sie zwlokami. To bylo niewiarygodne !!!
W koncu dojechalysmy do Jaipuru, zeby bylo jasne ta limuzyna i ten kierowca nadal przy nas trwa ;o)., a nie jest latwo, bo takich bab nigdy nie spotkal ;o). W konu oczywistym jest, ze to polskie kobiety rzadza !!!
Pierwszy zabytek to Memorial Palace !! Cos niesamowitego. Moze kiedys wrzucimy tu zdjecia, ale nie dzis :o).
Teraz czujemy sie piekne i wypoczeta, bo udalo nam skorzystac z uslug Keralskich specjalistow od AYURWEDY. Ludzie czytacie bloga Ksiezniczek !!! :P
Przepraszamy za bledy ale klawiatura tu szwankuje.....
POZDRAWIAMY WSZYSTKICH :* :*
A dla dzieciakow i husbendow specjalne pozdrowienia :D
ps. nie wiem czy wiecie ale wszystkie jestesmy tu mezatkami, jedynie historia Asi jest prawdziwa ;o). Droba:"Piotrek przepraszam Cie ale na potrzeby chwili zostales moim mezem, a mam sie kim pochwalic bo...w koncu powiedzialam ze jestes Opera singer :D"
Kasia: "Jacek nie denerwuj sie ;o)"
W tym poscie nie bedzie zdjec, bo cos sie zepsulo.
Oczywiscie jest rowniez pracownikiem przemyslu turystycznego i probuje nas wlec do roznych geszeftow, by naciagnac nas na zakupy, ale jestesmy odporne, nawet na propozycje zawiezienia i przechowania w Delhi.
No dobra od poczatku....
Poniedzialek rano: "w Indiach nikt sie nie spieszy" Sniadanie trwa poltorej godziny. Mozna dostac swira, a le znosimy to dzielnie.
Okazalo sie, ze slowo ostre dla Indusa i dla nas znaczy ZUPELNIE cos innego oczym przekonujemy sie caly czas. Dla Kasi to znow raj . Dla Droby i Asi "maly czysciec".
Wreszcie ruszamy do Agry. droga zatloczona, jest goraco (w koncu) i czekamy na spotkanie z miejscem utozszamianym z wielka miloscia Taj Mahal. W koncu sa Walentynki.
Dojezdzamy po poludniu i od razu idziemy zwiedzac. Asia jest wniebowzieta i ma dreszcze. To jej momenty wyprawy.
Asia: "Taj Mahal jest piekniejszy niz myslalam, mialam dreszcze! Mam wiele piekknych zdjec na pamiatke i radosc w sercu, ze tam bylam - w koncu to bylo moje marzenie!!!!! Jestem szczesliwa."
Jest juz prawie ciemno kiedy docieramy do naszej limuzyny. Jedziemy do hotelu myslac, ze to koniec wrazen na dzis, ale to Walentynki i okazuje sie, ze spedzamy mily wieczor z poznanym 2 lata wczesniej Shivem.
"Shiv it was very nice evening. Thank you for your company and for showing us music store :D. See you later in Delhi."
Wracamy do hotelu i idziemy spac. Codziennym naszy wieczornym zwyczajem staje sie wymyslanie albo przypominanie najlepszych wpadek dnia i tak:
- "wybierz sobie cos z naszej apteczki i dorob chorobe, zeby nie trzeba bylo dzwigac;
- nasz angielski: serious consequences - kto tak mowi :o)
-Haslo okreslajace sytuacje awaryjna jest:: no dobra najwyzej sciagniemy paski :o).
Musimy (Droba i Asia )sie przyznac, ze zmuszamy Kasie do prowadzenia naszej buchalterii oraz mowienia po angielsku nawet wtedy, gdy niechce, a przede wszystkim tego czego nie chce hi,hi,hi,hi.
Wtorek rano sniadanie potem wyjazd do Faterpursikri i UWAGA ulewa w Indiach to nasza pierwsza !
Zwiedzamy Ghostcity w kurtkach przeciwdeszczowych. Ponoc to wina Asi, bo gdzie sie nie ruszy tam leje.
Potem jazda do Jaipuru i nispodzianka po drodze. Jedziemy indyskimi zadupiami i jest fantastycznie !!!! To cos pieknego prawdziwe indyjskie, wiejskie zycie i ta zielen dookola taka jak w filmach ( wkoncu to Rajastan). Prawdziwa zyczliwosc na twarzach ludzi, machajace do nas dzieci, a takze mijany hinduski pogrzeb z palacymi sie zwlokami. To bylo niewiarygodne !!!
W koncu dojechalysmy do Jaipuru, zeby bylo jasne ta limuzyna i ten kierowca nadal przy nas trwa ;o)., a nie jest latwo, bo takich bab nigdy nie spotkal ;o). W konu oczywistym jest, ze to polskie kobiety rzadza !!!
Pierwszy zabytek to Memorial Palace !! Cos niesamowitego. Moze kiedys wrzucimy tu zdjecia, ale nie dzis :o).
Teraz czujemy sie piekne i wypoczeta, bo udalo nam skorzystac z uslug Keralskich specjalistow od AYURWEDY. Ludzie czytacie bloga Ksiezniczek !!! :P
Przepraszamy za bledy ale klawiatura tu szwankuje.....
POZDRAWIAMY WSZYSTKICH :* :*
A dla dzieciakow i husbendow specjalne pozdrowienia :D
ps. nie wiem czy wiecie ale wszystkie jestesmy tu mezatkami, jedynie historia Asi jest prawdziwa ;o). Droba:"Piotrek przepraszam Cie ale na potrzeby chwili zostales moim mezem, a mam sie kim pochwalic bo...w koncu powiedzialam ze jestes Opera singer :D"
Kasia: "Jacek nie denerwuj sie ;o)"
Pozdrowionka dla wszystkich podróżniczek:)
OdpowiedzUsuńOoj, zdecydowanie i niezaprzeczalnie wam zazdroszcze;)
Dalszych wspaniałych, niezapomnianych wrażeń życze i z niecierpliwością czekam na kolejne relacje.
Buziaczki:*
Iwonka
Fajny opis, działa na wyobraźnię. Jak dla mnie to najbardziej podobała mi się ta wiejska indyjska sielanka, żeby tylko jeszcze nie ten pogrzeb to było by idealnie :(). Czekam na następne opisy, może coś o rowerzystach?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło ze zmarzniętej ojczyzny.
Vlad
Ale Wy tam ich ściemniacie drogie mężatki ;)
OdpowiedzUsuńPytanie: jak driver powiedział.. my name is Om, czy nie zaśpiewałyście mu od razu.. Om Shanti Om ;], bo mnie by się zaraz wyrwało ;)
Alhambra pozdrawia i czeka na dalsze relacje !!!
To ładnie limuzyną się wozicie ;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tylu wrażeń, nie mogę się doczekać zdjęć. ;**
Pozdrawiam dzielne podróżniczki! Mamnadzieję, że angielski się przydaje ;-))) Trzymajcie się dzielnie. Nam tu w deszczowo-śnieżnej Polsce pozostaje tylko pomarzyć o małpach na ulicy (chociaż z tym może byłby najmniejszy problem...), no i o tym słoneczku palącym...
OdpowiedzUsuń[Mój komputer oszalał, podpisuje mnie jako "Natasha", a tu Kasia pozdrawia z Oxfordu!]