Kolejny dzien plynie i wciaz nam sie nie spieszy. Jestesmy szczesliwe i tylko lezymy pod palma kokosowa, kapiemy sie i "wydlubujemy krewetki z zebow...." czyz nie jest to opis raju ???? :o)
Generalnie to troche jest monotonnie, tak ze wymyslamy sobie rozne atrakcje i tak:
Kasia miala dosyc starych bab i samotnie poplynela na "Butterfly Island", by tam poplywac w urokliwym zakatku.
Po drodze widzialam tylko pare grzbietow delfinow, a towarzyszylo mi dwoje indyjskich inzynierow (tzn inzynier i inzynierowa):o).
A my dalej nuda..... i jest pieknie :D i w promieniach slonecznych opalamy sie. Robimy sesje zdjeciowe jak Cindy Crawford (no dobra tylko modelka troche nizsza i grubsza ;p)
Poniewaz w Indiach, by zrobic zakupy nie trzeba schodzic z lezaka dokonujemy ich na lezaco w komfortowych warunkach. Choc trzeba przyznac, ze negocjujemy twardo. Przy okazji poznajemy zwyklych ludzie i ich historie jak np. ta Pani, ktora z piatki dzieci musiala wybrac trojke, ktora mogla poslac do szkoly (na wiecej czesnego jej nie stac). Ona sama nigdy nie chodzila do szkoly, a angielskiego nauczyla sie na plazy od turystow.
Mimo tak powaznego wpisu nadal bawimy sie swietnie....
Teraz najlepsze na koniec. Wczoraj wieczorem bylysmy na pokazie tanca tancerek z Goa. No coz..... nasza samoocena jako tancerek wzrosla :o). Ania naprawde rzadzimy !!! :p
Pozdrowienia dla wszystkich iiiiiiiiiiiiiii do nastepnego postu. :o)
Ale Wam fajnie ;)
OdpowiedzUsuńSerdeczne pozdrowienia
/jarecki/